Tomasz Drozdowski - Eteryczny byt otulający przestrzeń

Tomasz Drozdowski

Eteryczny byt otulający przestrzeń

Organizacja artystycznego występu w piątek trzynastego mogła wydawać się ryzykowna. Niejako na przeciw przesądom wyszedł jednak optymistyczny, intrygujący tytuł wydarzenia – Blask fantastyczny. Program zawierał dwa utwory: Koncert skrzypcowy a-moll op. 53 Antonína Dvořáka i Symfonię fantastyczną op. 14 Hectora Berlioza. W takim doborze repertuaru zwraca uwagę dychotomia muzyka absolutna – programowa. Ta pierwsza nie dostarcza pozamuzycznej treści, pozwalając na dowolną interpretację, z kolei druga posiada określony kontekst. W nieoczywisty sposób problem ten ukazała współpraca Witolda Lutosławskiego i Mścisława Roztropowicza. Wybitny polski kompozytor zmuszony był zasugerować „o czym” jest Koncert na wiolonczelę i orkiestrę (mimo że to muzyka absolutna!), gdyż takiej właśnie wskazówki potrzebował słynny rosyjski wirtuoz (fakt ten przedstawiono w filmie Granatowy zeszyt).

W trakcie pierwszych taktów kompozycji Dvořáka brakowało właściwego balansu dynamicznego. Solista, holenderski skrzypek Niek Baar rozpoczął grę nieco za cicho na tle zespołu NFM Filharmonii Wrocławskiej, co jednak szybko skorygował niemiecki dyrygent Christoph Eschenbach. Wykonanie zachwycało wirtuozerią, pięknym prowadzeniem melodii, nasyconymi barwowo orkiestrowymi pasażami i ekscytującą rywalizacją tutti – solo. Szczególnie zakończenie części drugiej (Adagio ma non troppo), zwieńczone unisonem partii solowej, sekcji dętej i smyczków, wywołało wręcz magiczne wrażenie (antycypując także sonorystyczną pulsację „zawartą” w Symfonii). Uchwytna instrumentalna selektywność ustąpiła w tym fragmencie płynnie scalającemu się brzmieniu, przechodząc w eteryczny byt otulający przestrzeń. Przez chwilę grawitacja przestała obowiązywać.

Baar pożegnał się z publicznością bisem, grając porywająco trzecią część Sonaty skrzypcowej nr 3, BWV 1005 Jana Sebastiana Bacha (Largo) i w ten sposób dziękując za gorące przyjęcie. W pewnym sensie nawet zaplanowana przerwa wpisała się w całe wydarzenie – jako przysłowiowa „cisza przed burzą”.

Melancholijna introdukcja nie zdradziła nastroju „pierwszej psychodelicznej symfonii w historii muzyki”. Rejestrowa, kolorystyczna i dynamiczna pełnia ujawniała się etapami, dawkując pokłady pulsującej dźwiękowej materii, mającej wkrótce eksplodować. Partie różnych instrumentów to rozszczepiały się jak atomy na samodzielne cząstki, to znowu łączyły w metafizyczną substancję. Złowrogą aurę wniósł klekot smyczków, imitujący ruch szkieletów. Finalne orkiestrowe „grzmoty” tworzyły huk na granicy dyskomfortu – prawie namacalne wibracje, nieomal trzęsienie ziemi. Sala Główna NFM sprzyjała dramaturgii nie tylko wzorową akustyką. Podwieszony sufit ciemnoszarych paneli i metaliczne refleksy piszczałek organów jawiły się niczym burzowe chmury i błyski piorunów, współtworząc sugestywną atmosferę.

Pod batutą Maestro Eschenbacha orkiestra grała jak natchniona, co potwierdziły długie owacje po każdym utworze (szczególnie ostatnim!), a nawet niestety częste oklaski… pomiędzy kolejnymi częściami obu zapowiedzianych kompozycji. Uśmiechy i życzliwy kontakt wzrokowy filharmoników korespondowały ze słyszalną i wyczuwalną jednością zespołu. Swego rodzaju „kodą” Blasku fantastycznego, niejako zaanonsowaną tytułem tego wspaniałego koncertu, okazało się metafizyczne kontinuum – wyjątkowa impresja, zapadająca głęboko w pamięć słuchacza. W obliczu takiej Muzyki i takiego Wykonania nawet piątek trzynastego był bez szans.

-----------------------

Recenzja koncertu Blask fantastyczny (Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu, 13 grudnia 2024 r.) powstała w ramach zajęć z przedmiotu „Krytyka muzyczna” (II rok studiów II stopnia), prowadzonych przez mgr. Szymona Atysa.